Archiwum | Rzeczywistość RSS for this section

Though I know it must be the killing time. Unwillingly mine.

Bajkowa muzyka francuskiej kapeli Nouvelle Vague. gdy tego słucham czuję się jak postać z filmu animowanego.

A czas ucieka, ulatuje. Mam zaległości chyba w każdym aspekcie życia. Za mało rysuje, śpię, czytam, oglądam, słucham, uczę się,pisze, sprzątam, za mało czasu spędzam z ludźmi… czasem nawet zapominam jeść.  Zapominam też o myśleniu i wymyślaniu myśli niepotrzebnych i raczej grożących katastrofą, więc są też dobre strony.  W tej chwili wydaje mi się, że nie ma bardziej stresującego roku w życiu niż rok 18.

Gdy dorosnę zostanę małą dziwczynką.

Reklamy

‚Cause I wanna be someone who believes

Nie przestaje mnie zastanawiać, jak to jest, że ludzie potrafią tak interesująco pisać o swoim życiu. Jak to jest, że mimo, że kogoś nie znam, czasem nawet z pewnych powodów nie chciałabym poznać, a to co piszą mogę czytać i czytać, mimo, że nic to nie wnosi, mimo, że niewiele mnie to interesuje…

A święta. Mniej świąteczne jakoś niż do tej pory, proporcjonalnie do tego co raz więcej jedzenia. No i niby na tym właśnie polegają święta, jednak ciągle próboje się zmuszać do robienia czegoś. Mimo wszystko cieplutki kocyk wygrywa.

‎’co z Bogiem może mieć wspólnego, że ludzie żrą jak świnie?’

The Beauty Of A Second

Też chcielibyście czasem zachować niektóre sekundy?

Każdy etap ma swoje własne piękno.

W jakimś sensie, dość płynnie, zamyka się pewien etap w moim życiu, i otwiera kolejny. Nadchodząca matura, egzaminy na studia… to wszystko mobilizuje, żeby zrobić więcej, dać z siebie więcej. Szczególnie, że mam do tego możliwości. Ale budzi się pewien sentyment… Wczoraj byłam na pierwszych zajęciach kursu przygotowawczego do egzaminów na studia. Kurs był świetny, dlatego będę kontynuować, ale kosztem zajęć w ognisku plastycznym, z których, przynajmniej po części muszę zrezygnować. Czuję się trochę, jakbym to miejsce i tych ludzi zdradzała, bo wszystko co do tej pory potrafię zawdzięczam właśnie im… ale mam tez poczucie, że już za wiele nie wyniosę stamtąd. Tak więc kurs w Krakowie jest jakby kolejnym etapem rozwoju. Myślę, że bardzo cennym etapem, a za razem pewną przygodą, w sferze moich zainteresowań. Wiąże z tym spore nadzieję, że nauczę się wielu nowych rzeczy aleee także poznam wielu wspaniałych ludzi, których będę mogła dopisać do listy moich życiowych mistrzów!

A z pierwszych zajęć, model przystanku autobusowego,mającego trzy punkty podporu, do miasteczka studenckiego:

A teraz wyzwanie! Projekt lampy stojącej, naziemnej, pokojowej mającej znamiona folkowej.

 

A po za tym, intygujący mnie dość,obraz, Otto Dix:

 

 

 

Bieszczady zostawiają w moim sercu serdecznie zielone ślady.

Tyle się dzieje. Ciągle i nieustannie… nie mam czasu się nudzić, martwić, i myśle, że to dla mnie najlepsze wyjście.  Jeszcze nie napisałam nic o Anglii, a tutaj już po Bieszczadach, już do szkoły, już za raz matura i teczka i egzaminy i prawo jazdy i ciągle, ciągle coś…

powroty

Po wyczerpującym upychaniu bagaży, tak by 15 kg w walizce, było piętnastoma kilogramami, zawahaniu się wagi na lotnisku i szczęśliwym ‚15.00 kg’ na wyświetlaczu wagi, po kawie na lotnisku i smutnym pożegnaniu się, po 1,5 h locie samolotem, z jednym maleństwem na siedzeniu przede mną, krzyczącym na zmianę ‚I can see’ i ‚I can’t see  anything!’ i drugim za mną namiętnie kopiącym mi w fotel, po spotkaniu z mamą na lotnisku, po ciężkiej przeprawie przez przebudowy w Krakowie, i jeszcze cięższej podróży samochodem do domu, przysparzając mamie sporo kłopotu… wróciłam do domu około 1.30 w nocy. To była ciężka podróż. A noc była zimna, i ‚jak to możliwe…’

A anglia… anglia, anglia… może później popisze…

Kawa z wierzchu filiżanki, czekolada z dna.

Chociaż w tym przypadku, to raczej na odwrót.